O mnie

O tym, jak przed 30 uczę się pływać.

Wiem, co pomylicie sobie, czytając tytuł tego posta. Przecież na naukę nigdy nie jest za późno. Owszem zgodzę się z tym powiedzeniem, co nie znaczy, że wszystko jest takie łatwe. Złota rada – pamiętajcie, jak będziecie mieć małe dzieci, od razu wysyłajcie na lekcje pływania. Po dwudziestce jest większa świadomość tego, co mogłoby się przytrafić.

Obecnie mam 27 lat, dwa lata przełamywałam się, żeby położyć się na brzuchu. Nie pomagały przy tym liczne zapewnienia męża – typu: będę Cię trzymał albo: wystarczy, że sama położysz się na wodzie. Nie! Dla mnie była tylko jedna wizja- utoniesz. Jednak nadszedł ten dzień, że sama, maleńkimi kroczkami zaczęłam przełamywać niechęć do wody. Jeździliśmy na basen co tydzień, a ja robiłam małe postępy – dla świata, dla mnie co najmniej kroki milowe. Gdy osiągnęłam stan, że jak „boja” mogę unosić się na wodzie- podjęłam decyzję o lekcjach pływania.

Razem z przyjaciółką rozpoczęłyśmy nowy etap w naszym życiu. W myśl zasady, że razem jest lepiej, obie podjęłyśmy wyzwanie. Obecnie jesteśmy po 9 lekcji i wczoraj pierwszy raz popłynęłam żabką, która nie wyglądała tak pokracznie, jak na samym początku. Do siódmej lekcji nie potrafiłam ogarnąć ruchów – ręce a nogi. Ruch rękoma pod wodą wyglądał jak błaganie pomoc. Coś w stylu: Mayday, Mayday, ja tonę! Niestety nie miałam świadomości, jaki błąd popełniam, dopiero mąż uświadomił mnie, że wyglądam jak topielec.

Jak wyglądała pierwsza lekcja?

Jeżeli myślicie, że było łatwo, to nie było. Zakupiłam zacisk pływacki na nos, bo byłam pewna, że woda będzie się do niego lała strumieniami, a ja będę się dusiła. Zgadnijcie, jaki był efekt! Już pierwszego dnia zacisk okazał się za mały lub mój nos za duży – tego nie wiem. Zgubiłam go i już nigdy nie znalazłam. Jak widzicie można!

Pierwsza lekcja polegała na nauce oddychania. Musiałyśmy robić „bruuu” we wodzie. Czyli wypuszczać bąbelki ustami, zapominając całkowicie o oddychaniu przez nos. Dla tych, którzy już jakiś czas pływają, pewnie było to oczywiste, dla nas niekoniecznie. Kolejnym etapem było kładzenie się na brzuchu. Ręce oparte o makaron, głowa pod wodą, tyłek do góry. To tutaj zaczęły się pierwsze schody, bo nie umiałam ruszać nogami. To, co miało być błahostką, dla mnie było prawdziwym utrapieniem. Moje nogi nie machały na tyle szybko, żeby w tej wodzie się przemieszczać z miejsca na miejsce. Oczywiście, nie od razu Kraków zbudowano, ale ja chciałam widzieć postępy natychmiast. Do płaczu doprowadzał mnie fakt, że wkładam całą swoją energię, a ja stoję w miejscu. Na szczęście w którymś momencie załapałam i potem jakoś poszło. Mimo to nie zaczęło być lepiej. Moje ciało było niczym kłoda i nie umiałam go opanować.

Jeżeli czasami macie wrażenie, że coś robicie, ale kompletnie tego nie czujecie, to tak właśnie było w moim przypadku. Pływanie na plecach było dla mnie nie do przejścia. Nie umiałam się wyluzować i dławiłam się wodą. Chciałam machać nogami – nazwijmy to w normalny sposób, a one nie współpracowały i uciekały na boki. Poza tym miałam wrażenie, że mój tyłek jest za ciężki, bo cały czas opadał. Powodem było to, że byłam za sztywna, zbyt spięta i nie potrafiłam wrzucić na luz. Cóż akurat ten problem nie dotyczy tylko pływania i ujawnia się także w życiu na lądzie. Widocznie taka moja natura.

Było warto!

Na szczęście pierwsze koty za płoty i widać efekty. Nie jest jeszcze idealnie, chociaż bardzo bym sobie tego życzyła, ale muszę cieszyć tym, co do tej pory wypracowałam. Uszczęśliwia mnie bardzo fakt, że pływam. Już nie po warszawsku, jak stare porzekadło powiada, ale po swojemu. Nawet nie potraficie, sobie wyobrazić, ile satysfakcji czułam, gdy pływałam w Morzu! Nigdy w życiu nie sądziłam, że do tego dojdzie, a jednak.
Tegoroczne wakacje spędziliśmy w Chorwacji. Uważam, że jest to cudowne miejsce. Jednak na ten temat będę się rozpisywać przy innej okazji. Wracając do pływania, to właśnie tam zaczęłam dostrzegać postępy. Woda jest przejrzysta, widać idealnie co dzieje się „na morza dnie”. Dzięki temu mogłam swobodnie sobie plumkać.

Jeżeli czegoś w życiu bardzo pragniecie, to nie ma żadnych przeszkód. Można się wszystkiego nauczyć. Czasami coś nam przychodzi łatwiej, innym razem trudniej, ale jesteśmy w stanie iść naprzód. Niech mój przykład nie będzie tutaj jedyny, jakie bariery Wy musiałyście lub musieliście pokonać w swoim życiu?

Chorwacja, Riwiera Makarska, Czerwiec 2019 r.

komentarze 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *